


jedna ze stacji metra. sprzedawaly kukurydze; pykalam foty nie zaplaciwszy... zaczely sie drzec; przykleilam sie do sciany pomimo tego i strzelalam dalej z d50; zaczepil mnie jakis typ i mowi ze kasjer sprzedajacy bilety na metro mnie wola: widzial jak jakis typ grzebal w moim otwartym plecaku... nic nie zginelo: nie mialo co. bylam i jestem splukana; po chwili podchodzi inny typ i z morda: do jakiej gazety robie zdjecia!!? istnieje cos takiego jak ochrona praw autorskich, a on jest bardzo znany!! udawalam japonska nieswiadoma praw autorskich i owego znanego typa turystke i po piatym zapewnieniu ze robie foty dla siebie odczepil sie, ba, nawet usmiechnal... 



Japonskiemu turyscia spadla ceglowka ze starego budynku... panie z Boulevard St-Denis nie przestaja pracowac... najmlodsze maja pod 40-tke;
brakuje mi na bilet
do Maison Photography Europen
on gada o pracy, swoich starych z ktorymi
palil wieczorami
to co uroslo z sadzonek w salonie
daje mi 1 euro
potem kostke haszyszu
czeka 1.5 godziny az obejrze
foty z Kuby
az obejrze dokument o Marco Gialdamellim
dalej sciaga kase lub pety z przechodniow
spotykamy poszarpancow Polakow
"kurwa co ty sie ze zlodziejem paletasz!?"
mowisz ze Gare du Nord lubisz..."
patrze mu w oczy
usmiecham sie
aparat zasnal...
